strona główna




Some Story


Ogólnie to czuję się strasznie. Najgorsze pół roku w moim życiu.

Jeszcze nie mogę uwierzyć we wszystko co się stało. To jest jak

jakiś koszmar. Nie mogę nawet uzbierać myśli w sensowne zdania. To,

co siedzi w mojej głowie przypomina cmentarzysko pieknych

wspomnień... zgliszcza cudownej miłości. Łzy mi lecą jak cholera...

ale co tam.. muszę coś napisać. Chcę opisać co czułam przez te pół

roku i najważniejsze co czuję teraz. Bedzie mi ciężko wracać do

tamtych chwil ;(

Moje zycie straciło sens. Straciłam kogoś dla kogo mogłam zyć.

Straciłam kogoś, kto dawał mi siłę każdego dnia. Straciłam kogoś,

kto swoją osobą pokazał mi co to szczescie...
Umarła we mnie chęc do zycia. Codziennie się oszukuję, że jest

zajebiście,  a tak na serio to tylko suche przeżycia. Mam

przyjaciółki, które dbają o o abym nie była sama. Gdyby nie one to

bym juz nie żyla dawno. Musiały znosić mnie kiedy ryczałam jak

bóbr... krzyczałam... panika, napady lęków. Wszystko to przezyły

razem ze mną.

16 lutego mój świat zawalił się po raz kolejny. Dowiedziałam się do

mojej miłości wielu przykrych rzeczy. Moja miłość była tak wielka w

tym momencie, że byłam zdolna to wybaczyć i wspólnie zapomnieć o

wszystkim. Lecz już dla niego było za późno.
17 lutego przyszlam do mojej miłości. Jeszcze spał. Położyłam się

obok niego i mocno wtuliłam się w jego rozgrzane ciało. Odpychał

mnie. Zapytał czemu przyszłam. Zraniło, ale trwałam w uścisku nadal.

Położyłam rekę na jego brzuszku... taki ciepły. Mój kochany

brzuszek. Mimzy. Powiedzialam zeby się do mnie przytulił.

Protestował, ale potem sie przytulił. Leżeliśmy na łyżeczkę. Bylo

tak milutko. Powiedziałam, ze kupiłam mu coś małego. Od razu zgadł.

To było piekne. Serce mi płonęło ze szczęscia, że znów moge być w

jego ciepłych ramionach. Zaczęlismy się całować. Bylo tak słodko.

Zapomniałam o wszystkim. Delektowałam sie każdym pocałunkiem... to

było takie piekne. Leżeliśmy w łózku do 13. Potem poszliśmy śpiewać

karaoke. Boże jakie to było piekne, śpiewać z moim kochaniem.

Przypomniałam sobie jak kiedyś spiewaliśmy piosenki z radia... heh..

na rondzie (bo tylko tam mamy zasięg)... ale ryczę... ale piszę

dalej... śpiewaliśmy... bitwa na śpiew. Gwizdaliśmy sobie...

przytulalismy się, całowaliśmy. Cudownie! Potem wspólny obiad. Było

mi glupio... ale jego zdanie:" jak chcesz być moją dziewczyną to

musisz jeść ze mną obiad" mnie dobiło... obudziło nadzieję. Odwiózł

mnie do domu. Jak zwykle patrzył jak otwierałam furtkę. Nie myślałam

sobie, ze bede go widziec ostatni raz do dnia dzisiejszego. Do teraz

mam w głowie ten moment jak sie patrzył na mnie jak odjezdzał (nie

moge przestac płakać). Wieczorem miałam pracę, a potem koleżanka

przyjechała mi zrobić paznokcie. Mojej milości zawsze podobal się

francuski, wiec taki zrobiłam. Tylko na kciuku i serdecznym

niebieską koncówkę... i białe kwiatki. Bajeczne wyszły. Byłam taka

szczesliwa. Tak bardzo chciałam mu je pokazać. Okazało się, ze

poszedł do niej :( moj świat się znów zawalił, zaczęłam płakać, a

Magda z trudem mogła mnie uspokoić. On już miał mnie gdzieś :(

18 lutego wyszłam z domu... juz późno było. Była śniezyca. Mama pyta

gdzie idę, a ja :" idę ratować swoją miłość!" Tata zawiózł mnie do

mojej miłosci. Stanęłam pod jego oknem i wyslałam sms, ze ma wyjrzeć

przez okno. Wyłączył tel. Zadzwoniłam do jego domu. Jego mama

powiedziała, ze nie ma go w domu. Błagałam zeby mnie wpuściła. Z

trudem powiedziała, że poszedł do niej... Zrobiła mi herbatę.

Rozmawiałyśmy. Jeszcze nigdy ta kobieta nie wydawała mi się tak

bliska jak w ten wieczór. Byłam roztrzęsiona. I fakt, że moi rodzice

na drugi dzien wyjezdzali w góry. Myśl, ze bede sama w domu. Bez

cioci, bez babci, która pojechała do szpitala, bez Magdy bo była w

Angli. Nikogo! Kuby tata odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę

płakałam. Wysiadając z trudem podziękowałam, usłyszałam tylko: "nie

płacz, wszystko bedzie dobrze". Weszłam do domu, a moja mama akurat

rozmawiała z Kuby mamą. Prosiła, aby mnie nie zostawiali samej.

19 lutego o 5 rano wyjechalismy w góry do Szczawy. Jechałam z

rodzicami, Powąskimi, Julką ciocą i wujem. Rano czułam sie

strasznie. Jak cień. Jak zjawa. Jechałam w samochodzie obok wuja

Mariusza. Jakoś się nie gubiliśmy dzieki GPS, CB radiu i mojej

pomocy nawet. Cały czas myślałam o Kubie. Ale głupio mi było płakać

przy cioci i wuju. Droga mimo fatalnych dróg, zalodzonych,

zasnieżonych mineła pomyślnie. Dotarlismy cali i zdrowi.
Poznałam pana Andrzeja i jego wielką rodzinę! Dotarlismy na

obiadokolacje. Nie mogłam nic przełknąć. Zaczęły mi lecieć łzy. Nikt

nic nie mówił. Było mi głupio. Potem poszliśmy do pokoju gdzie był

rozpalony kominek. Razem z Julią siedziałyśmy sobie i patrzyłysmy w

obień. Znów płakałam. Nikt nie miał tabletek uspokajających.

20 lutego. Śniadanie na 9, pozniej kawa. Poszłam z mamą

do apteki i kupiła mi tabletki na uspokojenie. Poszlismy wszyscy na

stok. Julia jezdziła na nartach. Potem mama, wuja i powąscy też.

Łyknęłam tabletki i udawałam, ze jest lepiej. Tata cały czas

kamerował wyczyny na nartach. Poszlismy do Sałasu na frytki i piwo.

Okazało sie, że przyjechała kolonia z Komornik ;] spotkalismy pana

Barszczyka kierowce ;]
Wieczorem był kulig. Kto by pomyslał, że dzieki temu tabletki nie

będą mi juz potrzebne ;]? Mama poznała mnie z fajnym chlopakiem. Pan

X bardzo polubił moją mamę za poczucie humoru. Kulig był świetny.

Sanie, konie, no i on... ognisko, śpiewy na srodku polany w lesie. A

powrót po ciemku z pochodniami. Jechałam saniami z tatą, który mnie

mocno trzymał zebym nie wypadła. Cos sie we mnie poprzestawiało.

Zasypiając myślalam tylko o panu X. Najfajniejsze bylo to, że miał

pokój z kolegami pod moim pokojem. A dzieci z koloni były w

Krokusie. Jeszcze przychodzili się myć na nasze pietro ;] heh...

21 lutego... czułam sie strasznie. Lekko grypowo. Katar, kaszel w

srodku nocy. Zjedlismy sniadanie, potem na stok. Pogoda cudowna,

słońce grzało, pełno śniegu! Pierwszy raz bylam w górach jak byl

snieg. Przyszłam ze stoku wcześniej bo nie mogłam już wytzymać.

Bałam sie ze się rozchoruję. Chłopacy byli u siebie w pokoju.

Spotkałam Romka i zapytałam sie o pana X. Powiedziałam, że jak bedą

wieczorem wychodzić gdzieś to mają po mnie przyjsć. Po obiadokolacji

poszlismy do zielonego domku i tam moi sobie pili z panem Andrzejem

a ja sobie siedziałam na gadu i gadałam z Ahdim. Ten tez potrafił mi

poprawić humor. Pryszedł po mnie Romek i powiedział, ze wychodzą.

Patrze, a jest tylko Romek i Bartek... a gdzie pan X? Okazało się,

że poszedl biegać! Super. Co ja mam z nimi robić teraz. Poszliśmy do

Krokusa. Bartek tam został. A a z Romkiem poszłam spowrotem na dwór.

I zaczęłam nawijke, ze mi sie spodobal pan X, a on mówi... " o

własnie biegnie (i tu podał jego ksywkę) to sobie z nim pogadasz.

Wiec w tym momencie grunt mi się zapalił pod nogami. Przecież ja go

znam! Poznałam go z Kubą na imprezie pare lat temu i na dodatek ta

sama drużyna :/ oh my god! Piłkarz! Wrócilismy do zielonego domku.

Poszłam do nich do pokoju... pan X tak zapraszał :P patrze, a tam

taki bałagan, że szok :) ale posprzątał mi na łóżku, przy którym

była mega gorąca sciana. usiadłam sie na łóżku. Pan X poszedł się

wykąpać :)  Potem przyszedł. Włosy na żelik. I poszlismy do baru.

Pan X przyniósł mi piwo. Heh oni wypili 3 a ja pilam sobie cały czas

jedno. Było bardzo miło. Bartek się do mnie usmiechał i patrzył

kusząco :) a drugi Bartek i Romek żartwoali sobie. Pamiętam fajną

piosenkę co leciała wtedy w MTV... Dj David - Sexy Things :)

opowiadałam im jak o dziś po obiedzie wygrałam 80 zł na casynie :)

poszłam do łazienki. Jak wróciłam Bartek powiedział, że mam położyć

szklanke z piwem na serwetke. Patrze a tam 5 zł. Spojrzał kusząco i

zapytał sie czy zagramy. Poszlismy sobie grać, a młodzi chłopcy

zostali i pili sobie piwko. Bartek miał taki super perfum...

nagralismy się i wrócilismy do Bartka i Romka.  O 12 poszlismy do

domku. Znów mnie zapraszali. Bartek połozył sie na łózku, które

wczesniej posprzątał. A ja usiadłam obok niego. Gadalismy sobie.

Potem weszłam na jego laptopa na chwile na gg zeby pogadac z Magda i

Kamilą. Powiedzieć, że zyję i że jest nawet fajnie. Bartek

powiedział, że bolą go plecy. Heh... powiedziałam, że umiem masować.

Polozyl sie na łożku. Chciał, żebym położyła się obok niego.

Wstydziłam się.  Ale stwierdziłam, co mi tam.. i położyłam się obok.

Przytuliłam sie do jego ramienia. Widać było, że mu się podobało. I

tak sobie lezelismy i gadalismy. O wszystkim. Było mega milo. Potem

chcieli sie coś dowiedzieć o moim byłym. Nie mogli zgadnąc z kim

chodziłam. Ale potem juz zgadnęli. I faktycznie stwierdzili, że Kuba

przychodził z blondynka na mecze, która przyjezdzała rowerem po

niego ;] Potem Bartek poszedł sie wykapać. A ja lezałam w łozku.

Powiedziałam, ze dzis u nich spię. weszłam pod kołdrę. Odpięłam

sobie spodnie. Wyluzowałam się. Marzyłam, żeby ta chwila trwała

wiecznie. Przyszedł Bartek i połozył sie na swoim lózku. Chciał

zebym sie do niego połozyła. Ale ja sie wstydziłam. Potem sobie

zażartował i sie wkurzyłam i poszłam do niego, obsunęły mi się

spodnie i nagle słyszę hawciu mówi "Patrz jaki ona ma fajny pieprzyk

z tyłu"i go dotknął. Więc zaczęłam go dusić i tak straciłam 2 tipsy

:) Poszłam do łózka. Bartek położył się na brzuchu i powiedział, że

chce masaż pleców :) Powiedziałam, że ma przyjść do mnie.

Przyszedł... usiadł miedzy moimi nogami i zaczęłam mu masować

ramiona. Bylo ciemno... tylko laptop sie palił i muzyka grała.

Czułam, że mu się podboa mój masaż, bo przysuwał sie bliżej. W końcu

na maxa sie do mnie przytulił a ja pocałowałam go delikatnie w

szyję... Powiedziałam, ze ma iść do swojego łózka. Heh poszedł. Było

mi mega gorąco. Ta ściana gorąca od pieca, ja i Bartek mielismy

gorączkę i katar. Nie mogłam u nich zasnąć, bo mnie katar meczyl i

poszłam do swojego łózka. Zasypiałam z takim lolem, że szok. Rano

poszłam do Bartka, usiadlam sie na jego łózku, był chory tak samo

jak ja. Zostalismy sami w domku, a reszta poszła na stok...



2009-03-16 22:54:53 skomentuj (1)