strona g³ówna




Dublin


No wiec tak, jestem tutaj juz przeszlo miesiac. Sama nie wiem jak ten czas tak szybko mija, ale w kazdym razie dzien goni za dniem. Musze przyzac ze duuuzo sie zmienilo. Kazdy dzien praktycznie sprawia, ze moge odkryc cos nowego, nie tylko w swoim "zwiazku" ale i w moim prywatnym zyciu.

Zaczelam wysylac CV-ki do salonow kosmetycznych. Bylam na rozmowie a pozniej na 3-dniowym "treningu". Mialam okazje poznac irlandzkie metody. Ulatwieniem byly dwie polki pracujace tam jako kosmetyczki oraz przemila Litwinka. Irlandzki akcent jest przecudny. Podobno Anglika nie zrozumiesz, a Irlandczyka juz wogole. Odbieralam tel w salonie, zestresowanagorzej niz przed egzaminem. Otwieralam drzwi klientkom, za kazdym razem jak widzialam Irlandke zastanawialam sie i pytalam sama siebie :"no i czym mnie teraz zabijesz?". Prosilam wiele razy o powtorzenie. Czasami dzialalo :) Raz robilam jednej starszej Irlandce manicure. Miala bandaz na rece, zapytalam sie jej co sie stalo, wiec rozpedzila sie zbytnio o swojej historii, a na koniec rzekla: "oh, dear, i know u dont understan anything". Haha, powiedzialam, ze staram sie zrozumiec. Raz przyszla do salonu taka niesmiala dziewczyna, bardzo ladna, lamanym angielskim powiedziala ze chcialaby cos zrobic ze swoimi paznokciami bo idzie na wesele. Kiedy umawialam ja na manicure poprosilam o jej imie. Wogle nie zrozumialam, po czym patrze a ona szuka cos w torebce i wyjela dowod osobisty... polski. "Ach, Irena, teraz juz wiem. To w takim razie zapraszam we wtorek na 19". Bardzo sie ucieszyla :)  Niestety szefowa, jak na szefowa przystalo, Irlandka, zgroza niesamowita. Potwierdzila moje uprzedzenia co do znienawidzonych przeze mnie Irlandczykow, po nie udanych probach w urzedzie. Do tej pory nie udalo mi sie uzyskac numeru PPS, czyli takie cos jak u nas NIP czy PESEL. Niestety pracy nie dostalam, tylko pare napiwkow, czyli jakies 20 euro w sumie. Na szczescie znow sie czegos nauczylam. Przelamalam pewna bariere. Wyszlam z domu, nareszcie. Podroz autobusem, niezla frajda. Naciskam na te autobusy bo one sa niezwykle :) Zakupy... obok salonu znajdowal sie maly sklepik. Wchodzilam tam, zeby kupic sobie cos do jedzenia. Sprzedawali tam hindusi. Zawsze wchodzilam ubrana w jeansy i bluze, ale raz Agnieszka wyslala mnie po reczniki papierowe. I tak weszlam do tego sklepu ubrana na czarno (tutaj kazdy nosi czarne ubranie do pracy, nie wiem dlaczego) w butach na obcasach i spodniach z kantem w rozmiarze 8 :) kupone za 5 euro w Dunnes Stores :) Bylam w szoku, ze mieszcze sie juz w rzeczy o 2 rozmiary mniejsze hehe :) wiec ubrana w stroj "do pracy" weszlam do sklepu niczym nimfa. Boskie uczucie. Mialam na sobie spojrzenia wszystkich. Prezentowalam sie swietnie. Te czarne spodnie tez maja swoja historie. W pierwszy dzien Gevine pojechal ze mna zebym sie nie zgubila. Odstawil na miejsce i wrocil do domu. Ja przyszlam do pracy w jeansach i czarnej koszuli. Zadzwonila szefowa, Kate: "Ann, i know u r wearing jeans today, go for shopping to buy some black pants for u and come back". Wow, az mi sie cisnienie podnioslo. Zadzwonilam do Gevina ze ma wracac. Ten zszokowany, bo co dopiero wysiadl z autobusu. No ale wrocil i pojechalismy na zakupy. Do damskiej przymierzalni nie mogl wejsc wiec nie mialam innego wyboru jak poprosic o pomoc Irlandke w przymierzaniu spodni. Hehehe..

Przelomowym dniem byl 4 lipca, dokladnie miesiac jak jestem w Dublinie. Gevine umowil sie z Markiem, ze beda grali na ulicy na bebnach. Poszlam razem z nimi. Kiedy juz sie rozsiedli na ulicy cos a'la poznanski deptak tylko ze wiekszej, okazalo sie ze nie moge siedziec z nimi, bo jestem jedyna dziewczyna i to zle wyglada, wiec jednym slowem "musialam isc" sobie pochodzic. Wkurwiona na caly swiat obrocilam sie na piecie, mimo, ze Marek nalegal zebym zostala. Jak moglam zostac jak Gevine patrzyl krzywym wzrokiem. Dzikus. PO ok 30 min zadzwonil Gevine, ze mam mu kupic plaster bo przecial sobie palec i leci mu krew. Jeszcze bardziej sie wkurzylam, bo jak trwoga to do Boga? Kiedy przyszlam na miejsce zauwazylam ze dosiadl sie do nich jeszcze jeden Polak, Michal, rowniez z bebnem. Zapytalam sie (Aczkolwiek wiem ze to glupie) czy moge sie dosiasc do nich. O dziwo moglam. I co sie stalo? Nagle ludzie zaczeli przystawac i klaskac. Jakas para usiadla kolo nas na ulicy i zaczela sie wyginac "niby tanczyc". Posypaly sie pieniadze, ludzie sie cieszyli, tanczyli. Dzieci robily fikolki i klaskaly w rytm afrykanskich rytmow. Bylo bardzo cieplo. Sloneczko grzalo niesamowicie. Poprawil mi sie humor. Nagle patrze a Michal (Misza) wstal i wita sie z jakas dziewczyna. Laska z poczatku wydala mi sie zagrozeniem niczym miss swiata, ale to nie dlatego ze miala jakis "skromny" top z ktorego wylewaja sie cycki, ani nie dlatego ze miala mini do pol posladkow, ale tylko dlatego ze miala DREDY. Tylko Bog wie, co wtedy moj dzikus sobie pomyslal. Jedno jest pewne, chcial poznac ja blizej. Stwierdzilam, ze z "wrogiem" trzeba sie zaprzyjaznic wiec zagadalam i szybko znalazlysmy wspolny kontakt. Magda bo tak ma na imie, ma nietypowy styl ubierania sie lecz bardzo typowy dla mojego dzikusa. Po jakims czasie Misza znowu wstal i wyszedl na srodek. Zauwazylam ze znow sie z kims wita. Tym razem byl to facet, ktory wygladal na bezdomnego, a pozniej jak sie okazalo, faktycznie byl bezdomny. Ma na imie James. Jest Anglikiem. Jest bardzo spokojnym facetem, nie za czesto z nim gadam. Okazalo sie ze on tez ma beben. Wiec juz 4 bebenki. Bylam w szoku, ze udalo im sie szybko zgrac. Po jakims czasie zmienilismy miejsce na TEMPLE BAR. Tam jest wiecej ludzi i pubow. Rozlozylismy sie ze swoimi tobolkami. Poszlam z Magda na zakupy. Mialam okazje spalic sobie z nia skreconego papierosa. Oh... juz miesiac nie mialam fajki w ustach. Scielo mnie z nog i lekki szum. Tyton naprawde mocny. Poczulam sie na chwile "wolna". Gevine nie lubi jak pale papierosy wiec palilysmy w jakiejs bramie z dala od niego. Pieniedzy przybywalo, a ludzie zaczeli tworzyc krag wogol nas, zaczeli tanczyc i klaskac. Magda zakupila nietypowe przedmioty do tanca: dwie pary dlugich kolorowych skarpet i 4 pilki do tenisa. Do kazdej skarpetki wlozyla jedna pilke i zaczela wywijac na rozne strony. Wygladalo to nieziemsko. Lecz wciaz mialam w glowie mysli mojego dzikusa. Byl nia zachwycony. A we mnie az sie grzalo. Ale nic nie mowilam. Bardzo lubie Magde ale zachowanie Gevina pozostaje do zyczenia. Ciekawe co by bylo jakby zamiast Magdy przyszedl Malick, ciekawe czy tez bylby taki szczesliwy. Wogle to Gevine jest taki zazdrosny o Malicka, ze masakra. O Kube tez. Zaczeli sie sciemniac. POdeszla do nas grupa rockmanow i zapytali sie czy moga sie dolaczyc. To juz poprostu wzbudzilo we mnie takie emocje, jak nigdy dotad. 4 bebny afrykanskie, 3 gitary: dwie elektryczne i jedna akustyczna, harmonijki i tamburyny. Wiec z tym wszystkim stworzyli taka grupe ze az dech zapieralo. Ludzie nie mogli sie napatrzec. Stanelam sobie pod sciana i zaczeli do mnie podchodzic rozni ludzie. Poznalam milego kolesia z Costa Rici. Dolaczyl jeszcze do nas jeden Irlandczyk i po chwili palilismy sobie razem haszysz z gandzia. To byl chyba najlepszy blant jaki palilam w zyciu. To byl swietny dzien. Nie zapomne go.
Pozniej tydzien minal jak zawsze, czyli siedzialam w domu i czekalam na Gevina, ogladalismy filmy, klocilismy sie, smialismy sie i tak w kolko. Upieklam placek. W jeden dzien umowil sie z Markiem, Jamesem i Misza nad morzem zeby pocwiczyc granie wiec pojechalam z nim. Cudowny widok na statki, zapach morza. Sloneczko dodawalo uroku a wiatr go zabieral, ale mimo wszystko bylo fajnie. Pod koniec dnia rowniez spalilismy sobie blanta.

Ogolnie to piosenki tego tygodnia to "WAKA WAKA" - SHAKIRY i Admiral T - "Instinct" :)

Nastepny weekend czyli 10 i 11 lipca opisze jutro bo dzisiaj juz mi sie nie chce :) 










Tagi: praca, euro, dublin, dredy
2010-07-12 20:09:45 skomentuj (2)